Zbierałem się do tego od bardzo dawna, ale dzisiaj dotarło do mnie, że jeśli nie zrobię tego teraz, to już nigdy.
Oto "podsumowanie" tego bloga i jednocześnie ostatni post jaki się tutaj pojawi.
W moim życiu w ciągu ostatnich paru lat zaszły gigantyczne zmiany. Nie, nie wyprowadziłem się, nie kupiłem auta, ba, nawet prawa jazdy nie dałem rady skończyć.... Zmiany na poziomie psychologicznym, może nawet emocjonalnym..... Nawet nie wiem jak o tym mówić. Znowu pozwalam swoim resztkom duszy po prostu naciskać klawisze które uznaja za słuszne. Stałem się dorosły, chyba za szybko jak na obecne standardy. W momencie kiedy dotarło do mnie, że to ludzie mnie ograniczają i duszą, zacząłem eliminować toksyczne elementy ze swojego środowiska. I wiecie co się okazało? Że jednak powinienem zostać pustelnikiem.... Nie w dosłownym znaczeniu bo umarłbym z głodu po paru tygodniach. Wiecie o czym mówię. oho, wena się skończyła, bo już myśli nie pojawiają się tak same z siebie w głowie. Najgorsze co może być. Tym bardziej jak planujesz napisać posta na 2 strony A4, a okazuje się, że masz w głowie 3 zdania które ci się obijają i echo zostawia posmak przez pół roku. Pamiętajcie, życie, los, czy jakbyście tego nie nazwali, nigdy nie jest sprawiedliwe, ale nie lubi próżni. Więc przygotujcie się na to, ze zaraz po pokonaniu swoich największych wrogów, albo problemów, w krótkim czasie pojawią się nowi. Od was zależy, czy skategoryzujecie te nowe rzeczy pod "niebezpieczne/zagrożenie" i uznacie, że musicie z nimi walczyć, czy moze sie okazać, że to były problemy przez was wyolbrzymione i wystarczy zrobić sidestep, a potem iść dalej. Ja jestem w tym rozdrożu i drobię w miejscu, bo nawet jak sobie powiem, że coś mnie nie dotyczy, to zaraz dostaje rykoszetowy dmg i muszę działać. Nie ma z tego dobrego wyjścia. Ale nauczę się balansu. Prędzej czy później. Wyjade na urlop w przyszłym miesiącu. Jeśli to nic nie da, nie pozwoli mi się oczyścić bez robienia nikomu krzywdy albo przykrości, to zostanie mi badanie i terapia. Well fuck, wiedziałem że to kiedyś nastąpi ale miałem nadzieje raczej na okolice 40ki, a nie swoją kurwa jego mać "siłę wieku". Jebać, albo pomoże, albo będę sobie chodził wesoły i uśmiechnięty z pomocą kolegów tabletków. Byle w pracy było ułożone. Bez pracy znowu będę nikim. Ciężarem i nieudacznikiem, z którego wszyscy będą próbowali "zrobić człowieka". Teraz przynajmniej mogę jakoś przetrwać a otoczenie ma jeden powód mniej do dopierdalania się. Co z tego, skoro znaleźli sobie milion innych nawet w momencie kiedy poświęciłem praktycznie wszystko co miałem w życiu żeby dali mi spokój.... Ale to już się odbija od punktu pierwszego. Większości tych osób się pozbyłem.
Kurwa jestem zmęczony. Niech te leki zaczną w końcu działać, chcę zasnąć, nie myśląc. Nie przejmując się, nie martwiąc.....
A, kiedyś mówiłem, że wykuję Angel skrzydła. Sama sobie wyhodowała, teraz szybuje ponad chmuarmi, w końcu szczęśliwa. Przylatuje do mnie czasami. Raz z dobrą nowiną, nowymi siłami, raz z resztkami złej podniebnej pogody. I dobrze, jakby było cukierkowo to dawno bym uwierzył, że tak może być zawsze..... Teraz jeszcze trzymam się ziemi. Miałem zachować zdrowy umysł, chciałem to jeszcze wypośrodkować z resztą emocji, ale chyba jednak stoicyzm z pragmatyzmem idą w parze.............. Sam już nie wiem co myśleć o swojej głowie. Przeraża mnie to co jest w środku. Ale to już nigdy nie będzie na tyle bezpieczne żeby to publikować.
Tym samym dziękuję wam za podróż ze mną przez ten ściek zwany ziemią. Do usłyszenia nigdy, chyba że zostanę dziennikarzem, a to raczej mi nie grozi.
Macie tu nutkę na koniec (disclaimer: jest baaaaardzo luźno związana z całością tekstu i reszty bloga. Czuję się w obowiązku to napisać, żeby nie było wątpliwości. pomogła mi z motywacją do wklepania tego w środku nocy)
Dobrej nocy, ewentualnie miłego dnia. Dobrze mi tu było. V3r
https://www.youtube.com/watch?v=2u03nz8f4MA