czwartek, 19 lutego 2015

Quicksave #12

Ey elooo!
Przeżyłem góry, nie połamałem się.
To był najcudowniejszy weekend świata. Teraz muszę się przewartościować. Poukładać sobie to wszystko na nowo. Nie wiem czy dam radę.
Nie wiem czy na pewno chcę.
Mam mętlik w głowie. Bardzo. Od poniedziałku. Nienawidzę pożegnań. To było chyba najgorsze ze wszystkich. Chwała Steve'owi, że tam był i się mną zaopiekował.
Wróć, wróć i wróć ;_;
"Boże Verbel, ale ty już przecież byłeś szczęśliwy!"
Byłem, ale dotarło do mnie, że jak będę czekał cały czas, to nie doczekam się niczego poza zaproszeniem na ślub D. (pewnie z jakąś kobietą, jak już zalegalizują związki homo)

tak, powiedzcie mi teraz że jestem idiotą, że jestem bez serca i uczuć i wgl jak ja tak moge mówić.
A ja to przyjmę na klatę, jak Norris strzał z shotguna - bez upadania.

To bolało, ale ten poniedziałek zabolał bardziej. Nie dlatego, że ktoś mi powiedział ''nie'' albo jakąkolwiek inną formę odmowy, tudzież zawieszenia wszystkiego w czasoprzestrzeni. Tylko dlatego, że musiałem się pożegnać z osobą, która pojawiła się z nikąd i zrobiła mi przemeblowanie w pokoju życia. Ale nie takie jak Ruda czy inne kobiety, które przyszły, rzuciły granat i poszły... Ona poukładała mi sprzęt tak, że tu się nagle dużo miejsca na wszystko zrobiło. Coś niesamowitego. *właśnie J zrobiła się na skajpie dostępna i przypomniała o sobie, yh*
Albo mam zajebistego pecha, albo podejmuje zajebiście złe decyzje. Znając życie, to kiedy tylko opublikuję tego posta *jeśli to czytasz jako historię a nie jako ostatni post, to wiedz, że stałem się szczęśliwy*, to posypie się lawina nieszczęść, pretensji, odmów i wgl wszystkiego co normalnie mnie spotyka w takich sytuacjach. W najlepszym wypadku posłucham półgodzinnego, Lewełowego kazania nt tego jak żyję i dlaczego to nie może wyglądać tak jak widzi to moja urojona wyobraźnia a potem będę musiał cisnąć dalej na samotnej drezynie wprost do jednej ze stacji "Metra" w której czekają na mnie kolejne rzeczy. Może jestem naiwny. Może. Ale mam wrażenie że nawet u mnie może się to udać. Udać pokonać wszelkie ograniczenia i bariery, żeby dotrzeć do obopólnego szczęścia. Które przetrwa nie dni, nie miesiące, tylko lata albo i całe życie. #Typowy_Verbel

Ale jeśli czytasz to, drogi Gościu tego Bloga, to wiedz, że to wszystko dzieje się na prawdę. I to są moje prawdziwe myśli. A nie tylko takie rzucone w Sieć słowa.... I że ja naprawdę chcę dać tej osobie szczęście.... O ile dostanę taką szansę....
Czym jest pół roku w porównaniu do 3 ebanych lat...?
Niczym. A jednak inną wspaniałą znajomością.

Endo, kończę bo palców nie czuję.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





















To uczucie, kiedy poznajesz kogoś przez sieć.... Poznajesz go przez trzy długie lata.... Potem spotykasz go... I okazuje się być jeszcze lepszy. <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz