Czwarty kwietnia, dwa tysiące piętnastego roku, pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, godzina: dwadzieścia dziewięć minut po północy (w momencie rozpoczynania pisania tegoż postu).
Dawno mnie tu nie było. Nie czułem potrzeby... Może faktycznie to działa tak, że chcemy się wypłakiwać, ale jak jest dobrze, albo lepiej to zachowujemy to dla siebie... Może to też zależy od sytuacji...
A WIĘC:
poukładałem sobie życie... W sumie tak mi się wydaje. Jestem szczęśliwy. Trenuję dalej, gram gdzie się da. I muzycznie i sportowo. Dawno się tak dobrze nie czułem :D
Nie mam pojęcia o czym pisać, mam teraz taką przyjemną pustkę w głowie. Słucham świetnego albumu [LINK] i za niedługo idę chyba spać, bo rano trzeba wstać na śniadanie i imprezę urodzinową cioci i wujka :D
Mam nadzieję, że u Was też jest tak dobrze, jak u mnie.
Wesołego jajca!
sobota, 4 kwietnia 2015
czwartek, 19 lutego 2015
Quicksave #12
Ey elooo!
Przeżyłem góry, nie połamałem się.
To był najcudowniejszy weekend świata. Teraz muszę się przewartościować. Poukładać sobie to wszystko na nowo. Nie wiem czy dam radę.
Nie wiem czy na pewno chcę.
Mam mętlik w głowie. Bardzo. Od poniedziałku. Nienawidzę pożegnań. To było chyba najgorsze ze wszystkich. Chwała Steve'owi, że tam był i się mną zaopiekował.
Wróć, wróć i wróć ;_;
"Boże Verbel, ale ty już przecież byłeś szczęśliwy!"
Byłem, ale dotarło do mnie, że jak będę czekał cały czas, to nie doczekam się niczego poza zaproszeniem na ślub D. (pewnie z jakąś kobietą, jak już zalegalizują związki homo)
tak, powiedzcie mi teraz że jestem idiotą, że jestem bez serca i uczuć i wgl jak ja tak moge mówić.
A ja to przyjmę na klatę, jak Norris strzał z shotguna - bez upadania.
To bolało, ale ten poniedziałek zabolał bardziej. Nie dlatego, że ktoś mi powiedział ''nie'' albo jakąkolwiek inną formę odmowy, tudzież zawieszenia wszystkiego w czasoprzestrzeni. Tylko dlatego, że musiałem się pożegnać z osobą, która pojawiła się z nikąd i zrobiła mi przemeblowanie w pokoju życia. Ale nie takie jak Ruda czy inne kobiety, które przyszły, rzuciły granat i poszły... Ona poukładała mi sprzęt tak, że tu się nagle dużo miejsca na wszystko zrobiło. Coś niesamowitego. *właśnie J zrobiła się na skajpie dostępna i przypomniała o sobie, yh*
Albo mam zajebistego pecha, albo podejmuje zajebiście złe decyzje. Znając życie, to kiedy tylko opublikuję tego posta *jeśli to czytasz jako historię a nie jako ostatni post, to wiedz, że stałem się szczęśliwy*, to posypie się lawina nieszczęść, pretensji, odmów i wgl wszystkiego co normalnie mnie spotyka w takich sytuacjach. W najlepszym wypadku posłucham półgodzinnego, Lewełowego kazania nt tego jak żyję i dlaczego to nie może wyglądać tak jak widzi to moja urojona wyobraźnia a potem będę musiał cisnąć dalej na samotnej drezynie wprost do jednej ze stacji "Metra" w której czekają na mnie kolejne rzeczy. Może jestem naiwny. Może. Ale mam wrażenie że nawet u mnie może się to udać. Udać pokonać wszelkie ograniczenia i bariery, żeby dotrzeć do obopólnego szczęścia. Które przetrwa nie dni, nie miesiące, tylko lata albo i całe życie. #Typowy_Verbel
Ale jeśli czytasz to, drogi Gościu tego Bloga, to wiedz, że to wszystko dzieje się na prawdę. I to są moje prawdziwe myśli. A nie tylko takie rzucone w Sieć słowa.... I że ja naprawdę chcę dać tej osobie szczęście.... O ile dostanę taką szansę....
Czym jest pół roku w porównaniu do 3 ebanych lat...?
Niczym. A jednak inną wspaniałą znajomością.
Endo, kończę bo palców nie czuję.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To uczucie, kiedy poznajesz kogoś przez sieć.... Poznajesz go przez trzy długie lata.... Potem spotykasz go... I okazuje się być jeszcze lepszy. <3
Przeżyłem góry, nie połamałem się.
To był najcudowniejszy weekend świata. Teraz muszę się przewartościować. Poukładać sobie to wszystko na nowo. Nie wiem czy dam radę.
Nie wiem czy na pewno chcę.
Mam mętlik w głowie. Bardzo. Od poniedziałku. Nienawidzę pożegnań. To było chyba najgorsze ze wszystkich. Chwała Steve'owi, że tam był i się mną zaopiekował.
Wróć, wróć i wróć ;_;
"Boże Verbel, ale ty już przecież byłeś szczęśliwy!"
Byłem, ale dotarło do mnie, że jak będę czekał cały czas, to nie doczekam się niczego poza zaproszeniem na ślub D. (pewnie z jakąś kobietą, jak już zalegalizują związki homo)
tak, powiedzcie mi teraz że jestem idiotą, że jestem bez serca i uczuć i wgl jak ja tak moge mówić.
A ja to przyjmę na klatę, jak Norris strzał z shotguna - bez upadania.
To bolało, ale ten poniedziałek zabolał bardziej. Nie dlatego, że ktoś mi powiedział ''nie'' albo jakąkolwiek inną formę odmowy, tudzież zawieszenia wszystkiego w czasoprzestrzeni. Tylko dlatego, że musiałem się pożegnać z osobą, która pojawiła się z nikąd i zrobiła mi przemeblowanie w pokoju życia. Ale nie takie jak Ruda czy inne kobiety, które przyszły, rzuciły granat i poszły... Ona poukładała mi sprzęt tak, że tu się nagle dużo miejsca na wszystko zrobiło. Coś niesamowitego. *właśnie J zrobiła się na skajpie dostępna i przypomniała o sobie, yh*
Albo mam zajebistego pecha, albo podejmuje zajebiście złe decyzje. Znając życie, to kiedy tylko opublikuję tego posta *jeśli to czytasz jako historię a nie jako ostatni post, to wiedz, że stałem się szczęśliwy*, to posypie się lawina nieszczęść, pretensji, odmów i wgl wszystkiego co normalnie mnie spotyka w takich sytuacjach. W najlepszym wypadku posłucham półgodzinnego, Lewełowego kazania nt tego jak żyję i dlaczego to nie może wyglądać tak jak widzi to moja urojona wyobraźnia a potem będę musiał cisnąć dalej na samotnej drezynie wprost do jednej ze stacji "Metra" w której czekają na mnie kolejne rzeczy. Może jestem naiwny. Może. Ale mam wrażenie że nawet u mnie może się to udać. Udać pokonać wszelkie ograniczenia i bariery, żeby dotrzeć do obopólnego szczęścia. Które przetrwa nie dni, nie miesiące, tylko lata albo i całe życie. #Typowy_Verbel
Ale jeśli czytasz to, drogi Gościu tego Bloga, to wiedz, że to wszystko dzieje się na prawdę. I to są moje prawdziwe myśli. A nie tylko takie rzucone w Sieć słowa.... I że ja naprawdę chcę dać tej osobie szczęście.... O ile dostanę taką szansę....
Czym jest pół roku w porównaniu do 3 ebanych lat...?
Niczym. A jednak inną wspaniałą znajomością.
Endo, kończę bo palców nie czuję.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To uczucie, kiedy poznajesz kogoś przez sieć.... Poznajesz go przez trzy długie lata.... Potem spotykasz go... I okazuje się być jeszcze lepszy. <3
piątek, 13 lutego 2015
Dobry wieczór
Siedzę, oglądam sobie odcinek z apokalipsy zombiaków (https://www.youtube.com/watch?v=4_plNrhVgjM), wpierdzielam DRAŻE Z BIEDRY <3 _ <3
Jestem szczęśliwy.
Jutro wypad w góry. Powrót do szkoły we wtorek. Nie zdam :'D
Czymcie sie :D
Jestem szczęśliwy.
Jutro wypad w góry. Powrót do szkoły we wtorek. Nie zdam :'D
Czymcie sie :D
wtorek, 3 lutego 2015
Powrót do gier
LINK
Zacząłem nagrywać "Star Wolves - Gwiezdne Wilki". Da Bóg, uda mi się doprowadzić serię do końca :)
Zacząłem nagrywać "Star Wolves - Gwiezdne Wilki". Da Bóg, uda mi się doprowadzić serię do końca :)
środa, 28 stycznia 2015
wtorek, 27 stycznia 2015
Chilly
Tak sobie siedzę, słucham mega radyjka [LINK] i rozkminiam nad otoczeniem. Właściwie to znowu mam ochotę zniknąć z calutkiego eteru na jakiś czas. Ale to raczej niemożliwe obecnie.... Yh.
Za to nagrałem nowy cover :3 Tove Lo - Habits
Enjoy. I dobrej nocy :)
Za to nagrałem nowy cover :3 Tove Lo - Habits
Enjoy. I dobrej nocy :)
wtorek, 13 stycznia 2015
Wiosna w środku zimny
Kurcze jest dobry dzień dzisiaj. Mimo tego, że od wczoraj głowę mi chce rozerwać z powodu zęba, a termin dopiero na najbliższy poniedziałek. Jest piękna pogoda, dzisiaj zaczynam uczciwą pracę, poza tym wreszcie czerpię przyjemność z grania w jakiekolwiek gry.
13.01.2015 - datę tę póki co oceniam na jakieś 9/10
Dawno nie miałem tak fajnego dnia. Ciekawe, czy coś zdąży się zjebać :D
Evening Chill
13.01.2015 - datę tę póki co oceniam na jakieś 9/10
Dawno nie miałem tak fajnego dnia. Ciekawe, czy coś zdąży się zjebać :D
Evening Chill
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)