środa, 15 lutego 2017

Od eksperymentu do alkoholizmu, czyli historia trunków.

Disclaimer: Post może zawierać informacje błędne, nieprawdziwe i zmyślone. Jest tworzony w celach czysto humorystycznych, a autor nie ma pojęcia o temacie prawie w ogóle, gdyż jest mało pijący a część rzeczy pamięta jeszcze z czasów szkolnych i opowieści z książek.


A więc to było tak. Daaaawno daaaawno temu pewien chłopina idąc przez pole zobaczył stado dzików, które najadło się jabłek leżących już jakiś czas pod drzewem. Zauważył, że nie zachowywały się one normalnie. Zataczały się i przewracały... I wtedy postanowil narwać świeżych jabłem i zostawić je w beczce na jakiś czas. Kiedy wyjął je i spróbował *spróbowal... hue* tego co zostało na dnie poczuł się dziwnie. Miał problemy z mówieniem i utrzymaniem równowagi. Położył się i zasnął, a gdy się obudził - strasznie bolała go głowa. To w dużym  skrócie była pierwsza zarejestrowana w historii sytuacja nawalenia się napojem z alkoholem.

Kilka stuleci później: Ludzie nauczyli się  w bezpieczny wytwarzać różne odmiany alkoholu, chociaż najpopularniejsze było klasyczne wino, głównie dlatego, że woda była zbyt zanieczyszczona żeby ją bez obaw pić, a alkohol odkażał i konserwował więc nawet dzieci dostawały do posiłku rozcieńczony napój gronowy. Napój bogów jak się okazało, gdyż wedle podań historycznych już na Olimpie piło się go obok ''boskich'' standardów.  Ah co za śmieszki z tych bogów... Pili zanim ludzie to opracowali... Niesamowite. No ale ciśniemy dalej. Wino miało już swojego własnego spasłego boga, Dionizosa. Robili święta na jego cześć. Uwielbiali być nietrzeźwi. Ale wiele odmian powstawało  już na tyle świadomie że zaczęli kombinować z danymi smakami wina. Ze wzgledu na technologię nie mieli jak dodawać chemii i innego ustrojstwa, dlatego na bazie full naturall potrafili zrobić tego od cholery i Dionizos jeden wie jakim cudem do tego doszli (nie licząc metody prób i błędów). Ale było, lubili je dalej tak samo, chociaż każdy inne.

I potem nadeszły złote wieki średnie (tak średnio między 1250 rokiem naszej ery  a jakimś 1700) gdzie alko lało się lepiej niż na wszystkich gimbusiarskich imprezach razem wziętych. A produkcja wina była tak zajebiście rozwinięta że zostało od cholery zapasu który dziś warty jest majątek. Albo dwa mająteki. No i oni sobie chodzili na bitwy i popijawy na zmianę. Ogólnie już teraz popularne bylo też bardzo piwo i znaczna część ''prawdziwych chłopów'' na nim się opierała. nie mialo tak dziwnego smaku jak wino i łatwiej wchodziło. Miało też troche mniej procent  więc można bylo go wypić więcej zanim miało ochote się rozjebać drewniany kufel na głowie kumpla. Wino zostawili więc kobietom i wyciumkanym lalusiom z ''arystokracji''. Ogólnie wszystkim którzy goląc twarz golili też swoje waginy. Do czasu.

Przyszedł XXI wiek. Ludzie w 90% zapomnieli że kiedyś liczył się smak. Produkcja wszelkiego rodzaju alkoholu jest tak ogromna *a ceny wciąż wysokie* że niewiele osób ma dalej ochotę spróbować jednego kieliszka (albo tam żarówki, jak zwał tak zwał, grunt że świeci i że z prądem) tego cudu wyprodukowanego 500 lat temu którego każda kropla potrafi wykręcić ci język na lewą stronę ze trzy razy,  bo może. Znaczna większość woli kupić coś sprzed paru lat za dyche czy dwie (bo to minimum juz przeleżalo i swoje przegniło) i po prostu się napić. Albo kupić coś za troche więcej bo ma więcej voltów i po prostu się najebać. nie rozumiem ludzi. Nie rozumiałem. I nigdy nie zrozumiem.

Podsumowując - ALKOHOL TO WRÓG LUDZKOŚCI. WIĘC TRZEBA W MORDĘ GO LAĆ.
Amen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz