Taka pustka w głowie że nie mam nawet pomysłu na temat posta xD
No to po kolei...
Jutro mam kartkówkę z hiszpana od której w sumie może zależeć moje "to be, kurwa, or not to be" [huehue] Ale trudno, zdam. Poza tym muszę napisać pocztówkę, za którą kuźwa nie wiem jak się zabrać. Ale spoko, wieczór jeszcze młody :)
Poza tym w sumie lajcik.... Tylko nie jestem pewien mojego związku. Albo mi się wydaje, albo zaczynam się męczyć i dziwnie czuć w towarzystwie mojej Kochanej... Czyżby jednak wyszło na moje i to nie był dobry pomysł? Czy to tylko przejściowe trudności... Wkrótce się okaże...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo rzadko kazania ze Mszy Świętych [tak, chodzę do kościoła i to nie tylko po to żeby się rodzice nie czepiali. Umiem wyciągnćć z tego wszystkiego to co będzie mi przydatne w szarej codzienności, całą resztę olewam] potrafią utkwić mi w pamięci. Ale to co odbyło się w ostatnią niedzielę dało mi do myślenia i postanowiłem napisać trochę rozkosznego pierdzielenia o tym.... A więc [tak, dokładnie tak] ksiądz rzekł, cytując fragment z Biblii chwilę wcześniej (scena kuszenia Jezusa przez Szatana: "wszystkie królestwa świata oddam tobie, jeśli upadniesz przede mną i oddasz mi pokłon") : "czy zastanowiliśmy się kiedyś, komu tak naprawdę oddajemy pokłon? czy to na pewno jest ten jeden jedyny słuszny pokłon, który powinien być oddawany w stronę naszego Pana?". trochę zmieniłem te słowa, ponieważ nie umiałem sobie tego wszystkiego co do joty przypomnieć... Głównie chodzi o to, że czy te "pokłony" które oddajemy w życiu, czyli poświęcenie i te inne ofiary codziennego wysiłku, oddawane są w dobrej intencji. Czy na pewno robimy to z miłości do Boga, czy jednak chodzi nam o rzeczy materialne? Czy nie kłaniamy się przypadkiem w stronę tego Wielkiego Zła, jakim jest Szatan....
Szczerze to zamiast zastanawiać się nad tym, zacząłem myśleć, czy ci wszyscy, którzy ślepo idą za tym szczytnym celem, jakim jest zbawienie, też nie przesadzają...? Zastanówcie się przez chwilę nad tym teraz. "Bóg nas stworzył, dał nam wolną wolę, potem zesłał swojego Syna, który w człowieczej formie umarł za nasze grzechy. I wgl zostaliśmy stworzeni do wieczności, tylko Szatan wykorzystał naszą wolną wolę (którą dostaliśmy od tego dobrego i niczym nie skażonego Stworzyciela) i teraz mamy z lekka przesrane". Brakuje mi tu jakichś 40% logiki... Dobra, "Stworzyciel" chciał DOBRZE, zrobił nas, nieważne z czego i kiedy, dał nam możliwość wyboru.... Przy okazji znając calutką przyszłość świata, wiedział że (wymyślona przez Mojżesza, w końcu to tylko opowieść, którą mały biały [dobra, czarny też, w końcu od czego są misje w Afryce] cieć jest w stanie pojąć) Ewa, da się skusić, po czym zwiedzie swojego Męża (patrzcie, czyli Kobiety to zuo... Ale i tak was kochamy ;*) i obydwoje wylecą z "Raju" na przysłowiowy zbity pysk.... On o tym wszystkim wiedział, wiedział co się stanie, jak się stanie, dlaczego się stanie. Pytam więc PO CO? Po co tworzyć coś, co odgórnie zapisanie ma w mózgownicy, w całym jebnym planie wszechświata, że chwile pożyje w luksusie i potem do końca życia będzie miało totalnie przesrane. Taaaaak, oczywiście potem wilelkoduszny Szef da wszystkim na powrót Raj, a żeby do tego doszło, musi wysłać na śmierć swojego Syna (który jednocześnie jest jednym z Niego trzech - total mindfuck), żeby pokazać Nam jak bardzo nas kocha, żebyśmy mogli to docenić i z własnej woli iść w jego stronę......
Ale czy nie można było tego wszystkiego uniknąć?? Myślę że były na to dwa sposoby.... Albo odpuścić sobie 'wolną wolę' która sprowadza się do reguły 'masz prawo wybierać, ale wybierz Mnie' (tak jak kiedyś tematy rozprawki wyglądały: "Kto jest dla Ciebie wzorem człowieka godnego naśladowania i dlaczego Józef Stalin"), Albo puścić ludzi samopas, niech sobie robią co chcą, i albo oleją Ojca Stworzyciela, albo będą chciały jego opieki. i niech nie narzekają....
Pierwsza opcja wydaje się lepsza, moze byłoby nudno, ale przynajmniej o wiele mniej cierpienia byśmy zaznali. O ile wgl wersja z tym, że Bóg jest tworem który mysli, kocha i faktycznie zostalismy stworzeni 'na jego podobieństwo'. Czy to nie byłoby lepsze od tego co jest teraz? Brak wojen, brak moherow, krzyczących pod krzyżem.... Brak Terrorystów, krzyczących przepowiadające rychłą śmierć "Allah Akbar".
Utopia po prostu.
Wersja której ja się trzymam:
Bóg, czy jakkolwiek tego nie nazwać, to dla mnie siła, która spowodowała "Wieklie Jeb" w galaktyce i do dzisiaj kręci tymi naszymi kulkami..... Nie jest zdolny do uczuć, nie jest duchem, osobą, tworem. To po prostu energia.
Całą ideologię dookoła tego wytworzyli Ludzie, którzy przez nadmiar tej energii wyewoluowali do aktualnej formy, nauczyli się zabijać siebie nawzajem i nauczyli się przy pomocy tej wiedzy calej reszty.
Bo ludziom potrzebna jest świadomość tego, że Ktoś (ew. coś ) ich kocha, chce ich dobra i ze nie są sami w tym całym kosmosie. Wielu osobom, wiara jest po prostu niezbędna do przeżycia, bez niej nie umieją sobie poradzić w codzienności.
Jeśli ktoś chce wierzyć w to wszystko to niech wierzy. A jeśli nie.... nie zmieniajmy jego poglądów na siłę, "bo my wiemy lepiej, bo to nas Wybrał". A co jeśli nie macie racji? Jeśli to ci wszyscy "nienormalni bezbożnicy!" wybrali słusznie olewając wiarę? To się okaże jak nasza kochana niebieska planetka zakończy swój żywot, albo nie, jeśli zdążymy się stąd wynieść.
Mam nadzieję że ten wpis skłoni wasze komórki to podniesienia zwłok i zaprzęgnięcia ich do pracy.
PS. : Droga Mamo, wiem ze i tak w końcu to przeczytasz. nie zadawaj trudnych pytań, nie ma to sensu. I tak nie dostaniesz na nie jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli chcesz to śledź wpisy dalej, jeśli to cię odrzuca - zapomnij. Nie zmienisz mnie gadkami umoralniającymi, do końca życia bd się rozwijał swoja drogą. Z wiarą czy bez niej. Po prostu chcę przeżyć tak żeby nie musieć się wstydzić swojej przeszłości i czynów w niej popełnionych. Kocham Cię <3
Ty na hiszpan zapierdalaj a nie notki na bloga nakurwiasz !
OdpowiedzUsuńRaz w życiu można se pozwolić.... xD
Usuń