Miałem już dzisiaj nie włączać kompa. Miałem ogarnąć się, poczytać książkę i iść spać o normalnej porze bo jutro pierwsze szkolenia...
Ale nie mogę. Muszę bo jak nie uwolnię myśli to nie zasnę.
Zastanawiam się, czy to ze mną coś jest nie tak... Czy znowu tylko ja tak mam?
Wczorajszy dzień był spoko. "Impreza" and shit... Dzisiaj.... Przeegzystowałem. Apogeum nastąpiło kiedy wyszedłem od kumpla i nagle mój mózg przestał mieć pod ręką zapychacze myśli uwagi i czasu.... Dotarło do mnie dlaczego cały dzień nie odczuwałem głodu... Dostałem taką falą apatii, poczucia pustki i tęsknoty, że dobre 10 minut stałem pod domem i przygotowywałem się do wejścia, żeby nikt niczego nie zauważył i nie zadawał niepotrzebnych pytał. Bo co ja bym im powiedział? Że sylwester się nie udał? Przecież się udał...
Dlaczego tak jest, że rzeczy które z pozoru nie powinny mi w ogóle robić różnicy, ot, jeden dzień bez rozmów, kontaktu, mnie doprowadzają do stanu gdzie nie umiem trzeźwo myśleć, w pełni sprawnie funkcjonować? (tak, ten post jest chyba jedynym postem którego treść w głowie kołatała mi się przez dobre 6 godzin... fajnie nie? Chodzisz i myślisz że musisz coś napisać bo cie ch*j strzeli).
Dlaczego nie mogę przestać ciągle się zastanawiać pytaniami z języka polskiego, z zakresu gramatyki? "Co robi? Co się z nią dzieje?' Albo psychologii "Jak się czuje? Czy jest w humorze?". To już nawet nie jest jakaś tam panika, o której nadużywanie byłem wielokrotnie posądzany... To jest poprostu ściskające żołądek poczucie cholernego osamotnienia... Tak jakby nagle cała reszta ludzkości nie istniała i nie miała żadnego znaczenia, poza tym jednym, jedynym istnieniem, które akurat jest poza zasięgiem....
Nie wiem.... Nie umiem sobie tego wyjaśnić, widzę tylko, że odczuwam efekty...
Potrzebuję popołudnia... Dobrego popołudnia, nie w biegu, nie w pośpiechu nie z ciągłym zaprzątaniem sobie głowy czymkolwiek innym.... Inaczej chyba zwariuję... Nie tak wyobrażałem sobie początek 2017 roku...
Tak teraz czytam to co napisałem.... I kolejne pytanie pojawia mi się w głowie... Dlaczego "posty same się piszą" tylko jak jestem pod wpływem skrajnych emocji? Czy to pozytywnych czy negatywnych? Dlaczego muszę doprowadzać swoje serce do stanu przedzawałowego (z premedytacją czy mimochodem) żeby powstało coś kapkę bardziej "ambitnego" od codziennego gówna które normalnie tu postuję? CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?
A teraz dla was - żeby ten nowy rok był lepszy od poprzedniego i obfitował w same pozytywy... Wszystkiego dobrego.
_________________________________________________________________________________________
Parafrazując pewnego polskiego, dość znanego pisarza:
"Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Jak się dziś czujesz, co robisz kochanie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz