jest.... lepiej? I guess... Chyba będzie trzeba przywrócić wewnętrznego stoika ale w wersji 2.0, z możliwością włącz/wyłącz. Wygodne by to było, nie? Przynajmniej dzisiaj zdążyłem zamienić ze 3 zdania zanim zniknęła.
Zbieram się do spania, jutro praca.
https://www.youtube.com/watch?v=VRMXESPgos8
https://www.youtube.com/watch?v=LrjMZ7rpNHg
[edit]
bym zapomniał o tym:
https://www.youtube.com/watch?v=Po6_-fxJDRc
piątek, 19 maja 2017
czwartek, 11 maja 2017
tilt
była dzisiaj zajebista pogoda. Słońce, ciepło, wiosna w pełni...
a ja miałem tak niedojebany dzień i tak tiltujący wieczór że to jest magia. jutro kolejna porcja gówniaków do przeszkolenia. Zabije któregoś jak matke kocham :)
swoją droga znalazłem taki prawdziwy obrazek, nie ma związku z dzisiejszym dniem ale jest tak komicznie prawdziwy
branoc
a ja miałem tak niedojebany dzień i tak tiltujący wieczór że to jest magia. jutro kolejna porcja gówniaków do przeszkolenia. Zabije któregoś jak matke kocham :)
swoją droga znalazłem taki prawdziwy obrazek, nie ma związku z dzisiejszym dniem ale jest tak komicznie prawdziwy
branoc
wtorek, 2 maja 2017
!!!
Jestem tak podjarany i szczęśliwy że to się w głowie nie mieści. Spędziłem dzisiaj jeden z lepszych i bardziej relaksujących dni w cudownym towarzystwie *_*
moje marzenia powoli się spełniają na nowo :3
Dobranoc ludzie :D
Piosenka z w sumie fajnym tekstem
moje marzenia powoli się spełniają na nowo :3
Dobranoc ludzie :D
Piosenka z w sumie fajnym tekstem
poniedziałek, 1 maja 2017
#poznań #rozkminy_ponadludzkie
Yey, byłem na zlocie fanów fantastyki który zwą Pyrkonem. Spędziłem 3 dni i 2 noce w Poznaniu, w sumie całkiem duzo się nachodziłem, zrobiłem od cholery materiału filmowego, który będę składał przez kolejny miesiąc < _ >
Poza tym poznałem grupę zajebistych i grupę trochę mniej zajebistych ludzi. Jestem zadowolony wewnętrznie bo udało mi się wyjść dwukrotnie ze swojej strefy komfortu i nie odcięło mi od razu ręki...
Czy było warto zainwestować czas i pieniądze? Tak. Czy za rok tam pojadę? Jeszcze nie wiem.
Miałem dzisiaj taką rozkminę nad tematem "nic nie dzieje się przypadkiem"... Ta rozkmina i ten tekst wraca do mnie na tyle często, że postanowiłem sklecić kilka zdań o tym, może wtedy da mi to spokój.
Przykładowa sytuacja z mojego życia:
Spóźniam się na busa, który właściwie przyjeżdża minutę przed czasem, postanawiam poczekać na przystanku na następnego który jest 7 minut później. Po 5ciu minutach podjeżdża samochód z którego wysiada znajoma ze szkoły i pyta mnie o drogę bo się zgubiła. Pomagam jej i w momencie kiedy ona odjeżdża - pojawia się mój autobus.
Wniosek - Nie zdążyłem na wcześniejszy autobus żeby mieć możliwość pomocy komuś.
Dalsze przemyślenia - dużo małych, pozornie nieznaczących decyzji potrafi mi pomóc, albo sprawia że ja mogę komuś pomóc.
Często mam wrażenie że podejmując jedną z nich, na przykład - do punktu B prowadzą dwie drogi, akurat idę tą, a nie inną bo tak mi kaze wewnętrzny doradca. Później chodzi za mną wrażenie że gdybym poszedł drugą to mógłbym wpaść na jakieś niebezpieczeństwo albo utrudnienie które właśnie ominąłem wybierając drogę którą wybrałem... Przykłady się mnożą, a mnie oczy bolą zbyt bardzo żeby teraz je tu wszystkie opisywać.
Chociaż może jeszcze jeden: uczucie że dobrze zrobiłem odpuszczając jakąś dyskusję/sytuację/znajomość. Wewnętrzny doradca potrafi mnie pochwalić za podjętą decyzję ale potrafi mnie też powstrzymać. Na przykład - ten człowiek robi ci źle, odpuść. Albo - nie masz prawa odpuścić bo stracisz kogoś bardzo cennego.
To jest dobre. Niektórzy mogą to nazwać sumieniem, albo "intuicją" albo czymkolwiek innnym. Dla mnie to po prostu moja droga życia.
Dobrej nocy ludzie ^^
Poza tym poznałem grupę zajebistych i grupę trochę mniej zajebistych ludzi. Jestem zadowolony wewnętrznie bo udało mi się wyjść dwukrotnie ze swojej strefy komfortu i nie odcięło mi od razu ręki...
Czy było warto zainwestować czas i pieniądze? Tak. Czy za rok tam pojadę? Jeszcze nie wiem.
Miałem dzisiaj taką rozkminę nad tematem "nic nie dzieje się przypadkiem"... Ta rozkmina i ten tekst wraca do mnie na tyle często, że postanowiłem sklecić kilka zdań o tym, może wtedy da mi to spokój.
Przykładowa sytuacja z mojego życia:
Spóźniam się na busa, który właściwie przyjeżdża minutę przed czasem, postanawiam poczekać na przystanku na następnego który jest 7 minut później. Po 5ciu minutach podjeżdża samochód z którego wysiada znajoma ze szkoły i pyta mnie o drogę bo się zgubiła. Pomagam jej i w momencie kiedy ona odjeżdża - pojawia się mój autobus.
Wniosek - Nie zdążyłem na wcześniejszy autobus żeby mieć możliwość pomocy komuś.
Dalsze przemyślenia - dużo małych, pozornie nieznaczących decyzji potrafi mi pomóc, albo sprawia że ja mogę komuś pomóc.
Często mam wrażenie że podejmując jedną z nich, na przykład - do punktu B prowadzą dwie drogi, akurat idę tą, a nie inną bo tak mi kaze wewnętrzny doradca. Później chodzi za mną wrażenie że gdybym poszedł drugą to mógłbym wpaść na jakieś niebezpieczeństwo albo utrudnienie które właśnie ominąłem wybierając drogę którą wybrałem... Przykłady się mnożą, a mnie oczy bolą zbyt bardzo żeby teraz je tu wszystkie opisywać.
Chociaż może jeszcze jeden: uczucie że dobrze zrobiłem odpuszczając jakąś dyskusję/sytuację/znajomość. Wewnętrzny doradca potrafi mnie pochwalić za podjętą decyzję ale potrafi mnie też powstrzymać. Na przykład - ten człowiek robi ci źle, odpuść. Albo - nie masz prawa odpuścić bo stracisz kogoś bardzo cennego.
To jest dobre. Niektórzy mogą to nazwać sumieniem, albo "intuicją" albo czymkolwiek innnym. Dla mnie to po prostu moja droga życia.
Dobrej nocy ludzie ^^
wtorek, 4 kwietnia 2017
wystarczy internetu na dzis
idę spać zanim mój mózg exploduje całkiem.
Kwiecień będzie długim miesiącem....
a potem będzie z górki. albo pod górkę.
W sumie nie wiem czemu to piszę. Po prostu poczułem potrzebę wrzucenia obrazka.
Kwiecień będzie długim miesiącem....
a potem będzie z górki. albo pod górkę.
W sumie nie wiem czemu to piszę. Po prostu poczułem potrzebę wrzucenia obrazka.
niedziela, 26 marca 2017
"Drogi pamiętniczku"
zastanawiałem się kilkakrotnie przez blisko 20 lat swojego życia, jak to jest, że wszyscy dookoła wiecznie się na coś skarża, mają problemy, cierpią, tylko nie ja. Wszyscy przychodzili do mnie i wrzucali swoje śmieci, nie miałem z tym problemu, bo sam nie czułem żadnej życiowej presjii and shit. Szkoła się nie liczy, bo to po prostu było. zawsze luz, spokój i cisza
jednak w ostatnim czasie w moim życiu zmieniło się tak wiele, że chyba moja psychika za tym nie nadążyła.... i teraz nie wiem, czy stany depresyjne i konieczność zajmowania się czymkolwiek żeby odpędzić nawałnice myśli w oczekiwaniu na poprawę sytuacji to normalna reakcja po tylu latach życia w taki sposób, czy moze po prostu 'depresją" da się zarazić jak grypą jeśli 90% otaczających cię ludzi jest w takim stanie przez większość czasu.
http://static.boredpanda.com/blog/wp-content/uploads/2016/11/funny-unexpected-ending-comics-mrlovenstein-37-58381623a3b98__700.jpg
druga rzecz na dziś:
potyczki psychologiczne z kobietą. Ale tutaj nie mam siły się rozwodzić bo zbyt często wałkuję ten temat IRL.
podsumuję to hipertrafnym obrazkiem
http://static.boredpanda.com/blog/wp-content/uploads/2016/11/funny-unexpected-ending-comics-mrlovenstein-34-5838161dd5da9__700.jpg
i ostatnia, nawiązująca trochę do pierwszej.
LUDZIE NIE KUMULUJCIE W SOBIE NEGATYWNEJ ENERGII. Zbyt często spotykam się z tym zachowaniem żeby kurwa mać nie być przez nie "naruszonym". Jeszcze pół biedy jak ktoś jest mną, i albo bardzo rzadko musi coś z siebie wylać, albo robi to tak że nikt nie zauważa. Znaczna większość natomiast kiedy traci wladzę we wlasnych bezpiecznikach robi krzywdę sobie i ludziom dookoła którzy próbują jej pomóc. Ale w szczególności sobie. nic w ten sposób nie zyskuje, a bycie męczennikiem jest zbyt starożytne, żeby działalo w XXI wieku. Nauczcie się mówić o problemach od razu. Szczególnie jeśli możecie. Bo co innego jest jak ktoś leży na przysłowiowym szpitalnym łóżku a ty mu przyjdziesz napierdalać jaki masz do niego problem. Ale jeśli on nie jest świadom problemu i żyje sobie jak gdyby nigdy nic, to wszystko zmierza ku zagładzie. I chuj. Poziom hipokryzji w ostatnich kilku zdaniach jest over 9000 ale taki już jestem. I dlatego mało osób ze mną wytrzymuje na długo. Reszta przychodzi jak potrzebuje kosza na śmieci albo człowieka od brudnej roboty.
A to ja dla świata który nie ma prawa poznać mnie od środka:
http://www.mrlovenstein.com/images/comics/850_ever_sad.png
PS. Mam pracę, zacząłem w zeszłym tygodniu i bardzo mi się tutaj podoba. I chuj w dupe wszystkim którzy twierdzili, że jak nie zrobię studiów to wyląduję pod mostem albo będę żył na cudzym utrzymaniu do śmierci. Jestem tutaj, rozwijam się i pnę po szczeblach życia. Jedyne czego może mi braknąć to czasu. On ucieka aż zbyt szybko.
Ale są rzeczy i wydarzenia które dają mi nadzieję i sprawiają że jeszcze się nie powiesiłem na swojej brodzie.
https://www.youtube.com/watch?v=rg5xtpem3ho
branoc ludzie
jednak w ostatnim czasie w moim życiu zmieniło się tak wiele, że chyba moja psychika za tym nie nadążyła.... i teraz nie wiem, czy stany depresyjne i konieczność zajmowania się czymkolwiek żeby odpędzić nawałnice myśli w oczekiwaniu na poprawę sytuacji to normalna reakcja po tylu latach życia w taki sposób, czy moze po prostu 'depresją" da się zarazić jak grypą jeśli 90% otaczających cię ludzi jest w takim stanie przez większość czasu.
http://static.boredpanda.com/blog/wp-content/uploads/2016/11/funny-unexpected-ending-comics-mrlovenstein-37-58381623a3b98__700.jpg
druga rzecz na dziś:
potyczki psychologiczne z kobietą. Ale tutaj nie mam siły się rozwodzić bo zbyt często wałkuję ten temat IRL.
podsumuję to hipertrafnym obrazkiem
http://static.boredpanda.com/blog/wp-content/uploads/2016/11/funny-unexpected-ending-comics-mrlovenstein-34-5838161dd5da9__700.jpg
i ostatnia, nawiązująca trochę do pierwszej.
LUDZIE NIE KUMULUJCIE W SOBIE NEGATYWNEJ ENERGII. Zbyt często spotykam się z tym zachowaniem żeby kurwa mać nie być przez nie "naruszonym". Jeszcze pół biedy jak ktoś jest mną, i albo bardzo rzadko musi coś z siebie wylać, albo robi to tak że nikt nie zauważa. Znaczna większość natomiast kiedy traci wladzę we wlasnych bezpiecznikach robi krzywdę sobie i ludziom dookoła którzy próbują jej pomóc. Ale w szczególności sobie. nic w ten sposób nie zyskuje, a bycie męczennikiem jest zbyt starożytne, żeby działalo w XXI wieku. Nauczcie się mówić o problemach od razu. Szczególnie jeśli możecie. Bo co innego jest jak ktoś leży na przysłowiowym szpitalnym łóżku a ty mu przyjdziesz napierdalać jaki masz do niego problem. Ale jeśli on nie jest świadom problemu i żyje sobie jak gdyby nigdy nic, to wszystko zmierza ku zagładzie. I chuj. Poziom hipokryzji w ostatnich kilku zdaniach jest over 9000 ale taki już jestem. I dlatego mało osób ze mną wytrzymuje na długo. Reszta przychodzi jak potrzebuje kosza na śmieci albo człowieka od brudnej roboty.
A to ja dla świata który nie ma prawa poznać mnie od środka:
http://www.mrlovenstein.com/images/comics/850_ever_sad.png
PS. Mam pracę, zacząłem w zeszłym tygodniu i bardzo mi się tutaj podoba. I chuj w dupe wszystkim którzy twierdzili, że jak nie zrobię studiów to wyląduję pod mostem albo będę żył na cudzym utrzymaniu do śmierci. Jestem tutaj, rozwijam się i pnę po szczeblach życia. Jedyne czego może mi braknąć to czasu. On ucieka aż zbyt szybko.
Ale są rzeczy i wydarzenia które dają mi nadzieję i sprawiają że jeszcze się nie powiesiłem na swojej brodzie.
https://www.youtube.com/watch?v=rg5xtpem3ho
branoc ludzie
wtorek, 7 marca 2017
Brywieczór
Witam państwa zgromadzonych przed monitorami. W sumie nie wiem co tutaj dzisiaj robię, ale jakaś nieopisana nękająca mnie siła powiedziała że mam iść coś napisać. To piszę. W sumie może powinienem zacząć od tego, że zacząłem praktyki jako instruktor w renomowanej szkole perkusyjnej. W poniedziałek. Dziś (środa) dowiedziałem się ze w marcu będę miał już na dzień dobry dwóch swoich uczniów. I have no fucking idea how to deal with it. Jak zwykle będzie trzeba kombinować. Szczególnie że jeden z nich to dziecko a drugi jakby sie postarał móglby być moim ojcem. Ultimate test. Albo umrę albo będzie zajebiście ^^ to się okaże. Ale jeśli będę dalej miał takie problemy ze snem jak teraz i ogólnie z przemęczeniem organizmu to za parę miesięcy będę mógł sobie spokojnie iść na zasłużoną (hehe) rentę albo w ogóle skoczyć z mostu. Wyjdzie w praniu.
Aaa, bo powiedziałem, że powinienem zacząć od tej informacji? No wiecie... Poza tym nic się nie zmeniło tutaj. Dalej jestem tym samym nudnym dzieciakiem który próbuje się ogarnąć w życiu i dążyć do tego jednego jedynego celu który sobie wyznaczył. Dalej oglądam cycki i memy w internecie (bo na żywo rzadko jest okazja #smutnyonanista - bez kappy). Dalej słucham Djentu reggae i wszystkiego innego. Dalej od czasu do czasu lubię z kolegami siąść i pyknąć meczyk w lola. Dalej marzę o tym, że nie skończy mi się czas zanim zdążę zrobić co trzeba. Czasami siedzę i myślę, że to jest ten rodzaj czekania, że wiesz, że możesz sie nie doczekać, ale i tak czekasz. A ch*j. Trzeba ponoć żyć. nie wiem, może to prawda.
a teraz idę przesiedzieć resztę bezsennej nocy przed monitorem, bo mój sens życia za chwilę też pójdzie spać. Trzymajcie się ludzie. Jeśli w tym miesiąciu nie byloby już żadnego posta to wiedzcie - ze tak miało być. Branoc
Aaa, bo powiedziałem, że powinienem zacząć od tej informacji? No wiecie... Poza tym nic się nie zmeniło tutaj. Dalej jestem tym samym nudnym dzieciakiem który próbuje się ogarnąć w życiu i dążyć do tego jednego jedynego celu który sobie wyznaczył. Dalej oglądam cycki i memy w internecie (bo na żywo rzadko jest okazja #smutnyonanista - bez kappy). Dalej słucham Djentu reggae i wszystkiego innego. Dalej od czasu do czasu lubię z kolegami siąść i pyknąć meczyk w lola. Dalej marzę o tym, że nie skończy mi się czas zanim zdążę zrobić co trzeba. Czasami siedzę i myślę, że to jest ten rodzaj czekania, że wiesz, że możesz sie nie doczekać, ale i tak czekasz. A ch*j. Trzeba ponoć żyć. nie wiem, może to prawda.
a teraz idę przesiedzieć resztę bezsennej nocy przed monitorem, bo mój sens życia za chwilę też pójdzie spać. Trzymajcie się ludzie. Jeśli w tym miesiąciu nie byloby już żadnego posta to wiedzcie - ze tak miało być. Branoc
środa, 22 lutego 2017
Coś...
... się zbliża. Coś dużego. Niekoniecznie tutaj, niekoniecznie teraz, niekoniecznie w tym tygodniu. Ale mam parę pomysłów. I chcę je doprowadzić do skutku. Stay tuned. Angel znowu będzie mi suszyć głowie bo jest godzina 4 a ja dopiero się kładę. Ale lubi moją twórczość. Więc chyba mi wybaczy spanie do południa i się ucieszy jeśli wszystko się uda. c:
Dobranoc ludzie. I pamiętajcie - odpowiednia ilość snu to podstawa zdrowego trybu życia!
Dobranoc ludzie. I pamiętajcie - odpowiednia ilość snu to podstawa zdrowego trybu życia!
środa, 15 lutego 2017
Od eksperymentu do alkoholizmu, czyli historia trunków.
Disclaimer: Post może zawierać informacje błędne, nieprawdziwe i zmyślone. Jest tworzony w celach czysto humorystycznych, a autor nie ma pojęcia o temacie prawie w ogóle, gdyż jest mało pijący a część rzeczy pamięta jeszcze z czasów szkolnych i opowieści z książek.
A więc to było tak. Daaaawno daaaawno temu pewien chłopina idąc przez pole zobaczył stado dzików, które najadło się jabłek leżących już jakiś czas pod drzewem. Zauważył, że nie zachowywały się one normalnie. Zataczały się i przewracały... I wtedy postanowil narwać świeżych jabłem i zostawić je w beczce na jakiś czas. Kiedy wyjął je i spróbował *spróbowal... hue* tego co zostało na dnie poczuł się dziwnie. Miał problemy z mówieniem i utrzymaniem równowagi. Położył się i zasnął, a gdy się obudził - strasznie bolała go głowa. To w dużym skrócie była pierwsza zarejestrowana w historii sytuacja nawalenia się napojem z alkoholem.
Kilka stuleci później: Ludzie nauczyli się w bezpieczny wytwarzać różne odmiany alkoholu, chociaż najpopularniejsze było klasyczne wino, głównie dlatego, że woda była zbyt zanieczyszczona żeby ją bez obaw pić, a alkohol odkażał i konserwował więc nawet dzieci dostawały do posiłku rozcieńczony napój gronowy. Napój bogów jak się okazało, gdyż wedle podań historycznych już na Olimpie piło się go obok ''boskich'' standardów. Ah co za śmieszki z tych bogów... Pili zanim ludzie to opracowali... Niesamowite. No ale ciśniemy dalej. Wino miało już swojego własnego spasłego boga, Dionizosa. Robili święta na jego cześć. Uwielbiali być nietrzeźwi. Ale wiele odmian powstawało już na tyle świadomie że zaczęli kombinować z danymi smakami wina. Ze wzgledu na technologię nie mieli jak dodawać chemii i innego ustrojstwa, dlatego na bazie full naturall potrafili zrobić tego od cholery i Dionizos jeden wie jakim cudem do tego doszli (nie licząc metody prób i błędów). Ale było, lubili je dalej tak samo, chociaż każdy inne.
I potem nadeszły złote wieki średnie (tak średnio między 1250 rokiem naszej ery a jakimś 1700) gdzie alko lało się lepiej niż na wszystkich gimbusiarskich imprezach razem wziętych. A produkcja wina była tak zajebiście rozwinięta że zostało od cholery zapasu który dziś warty jest majątek. Albo dwa mająteki. No i oni sobie chodzili na bitwy i popijawy na zmianę. Ogólnie już teraz popularne bylo też bardzo piwo i znaczna część ''prawdziwych chłopów'' na nim się opierała. nie mialo tak dziwnego smaku jak wino i łatwiej wchodziło. Miało też troche mniej procent więc można bylo go wypić więcej zanim miało ochote się rozjebać drewniany kufel na głowie kumpla. Wino zostawili więc kobietom i wyciumkanym lalusiom z ''arystokracji''. Ogólnie wszystkim którzy goląc twarz golili też swoje waginy. Do czasu.
Przyszedł XXI wiek. Ludzie w 90% zapomnieli że kiedyś liczył się smak. Produkcja wszelkiego rodzaju alkoholu jest tak ogromna *a ceny wciąż wysokie* że niewiele osób ma dalej ochotę spróbować jednego kieliszka (albo tam żarówki, jak zwał tak zwał, grunt że świeci i że z prądem) tego cudu wyprodukowanego 500 lat temu którego każda kropla potrafi wykręcić ci język na lewą stronę ze trzy razy, bo może. Znaczna większość woli kupić coś sprzed paru lat za dyche czy dwie (bo to minimum juz przeleżalo i swoje przegniło) i po prostu się napić. Albo kupić coś za troche więcej bo ma więcej voltów i po prostu się najebać. nie rozumiem ludzi. Nie rozumiałem. I nigdy nie zrozumiem.
Podsumowując - ALKOHOL TO WRÓG LUDZKOŚCI. WIĘC TRZEBA W MORDĘ GO LAĆ.
Amen
A więc to było tak. Daaaawno daaaawno temu pewien chłopina idąc przez pole zobaczył stado dzików, które najadło się jabłek leżących już jakiś czas pod drzewem. Zauważył, że nie zachowywały się one normalnie. Zataczały się i przewracały... I wtedy postanowil narwać świeżych jabłem i zostawić je w beczce na jakiś czas. Kiedy wyjął je i spróbował *spróbowal... hue* tego co zostało na dnie poczuł się dziwnie. Miał problemy z mówieniem i utrzymaniem równowagi. Położył się i zasnął, a gdy się obudził - strasznie bolała go głowa. To w dużym skrócie była pierwsza zarejestrowana w historii sytuacja nawalenia się napojem z alkoholem.
Kilka stuleci później: Ludzie nauczyli się w bezpieczny wytwarzać różne odmiany alkoholu, chociaż najpopularniejsze było klasyczne wino, głównie dlatego, że woda była zbyt zanieczyszczona żeby ją bez obaw pić, a alkohol odkażał i konserwował więc nawet dzieci dostawały do posiłku rozcieńczony napój gronowy. Napój bogów jak się okazało, gdyż wedle podań historycznych już na Olimpie piło się go obok ''boskich'' standardów. Ah co za śmieszki z tych bogów... Pili zanim ludzie to opracowali... Niesamowite. No ale ciśniemy dalej. Wino miało już swojego własnego spasłego boga, Dionizosa. Robili święta na jego cześć. Uwielbiali być nietrzeźwi. Ale wiele odmian powstawało już na tyle świadomie że zaczęli kombinować z danymi smakami wina. Ze wzgledu na technologię nie mieli jak dodawać chemii i innego ustrojstwa, dlatego na bazie full naturall potrafili zrobić tego od cholery i Dionizos jeden wie jakim cudem do tego doszli (nie licząc metody prób i błędów). Ale było, lubili je dalej tak samo, chociaż każdy inne.
I potem nadeszły złote wieki średnie (tak średnio między 1250 rokiem naszej ery a jakimś 1700) gdzie alko lało się lepiej niż na wszystkich gimbusiarskich imprezach razem wziętych. A produkcja wina była tak zajebiście rozwinięta że zostało od cholery zapasu który dziś warty jest majątek. Albo dwa mająteki. No i oni sobie chodzili na bitwy i popijawy na zmianę. Ogólnie już teraz popularne bylo też bardzo piwo i znaczna część ''prawdziwych chłopów'' na nim się opierała. nie mialo tak dziwnego smaku jak wino i łatwiej wchodziło. Miało też troche mniej procent więc można bylo go wypić więcej zanim miało ochote się rozjebać drewniany kufel na głowie kumpla. Wino zostawili więc kobietom i wyciumkanym lalusiom z ''arystokracji''. Ogólnie wszystkim którzy goląc twarz golili też swoje waginy. Do czasu.
Przyszedł XXI wiek. Ludzie w 90% zapomnieli że kiedyś liczył się smak. Produkcja wszelkiego rodzaju alkoholu jest tak ogromna *a ceny wciąż wysokie* że niewiele osób ma dalej ochotę spróbować jednego kieliszka (albo tam żarówki, jak zwał tak zwał, grunt że świeci i że z prądem) tego cudu wyprodukowanego 500 lat temu którego każda kropla potrafi wykręcić ci język na lewą stronę ze trzy razy, bo może. Znaczna większość woli kupić coś sprzed paru lat za dyche czy dwie (bo to minimum juz przeleżalo i swoje przegniło) i po prostu się napić. Albo kupić coś za troche więcej bo ma więcej voltów i po prostu się najebać. nie rozumiem ludzi. Nie rozumiałem. I nigdy nie zrozumiem.
Podsumowując - ALKOHOL TO WRÓG LUDZKOŚCI. WIĘC TRZEBA W MORDĘ GO LAĆ.
Amen
czwartek, 9 lutego 2017
Bezsenność
Znacie to? To taka sytuacja kiedy jesteście BEZ SNU.
Leżę w łóżku od 3 godzin. Głowa mnie napierdala. Nie umiem zasnąć, kręcę się z boku na bok, przez świadomość przelewa mi się jakieś miliard myśli na sekundę, za chwile mama wstaje do pracy... jest 4 nad ranem... dziękuję losowi że zajęcia mam dopiero na 18.30
tylko jak ja się wytłumaczę Angel...? pomyśli pewnie, że znowu grałem do samego rana... ja tylko chcę zasnąć, tak bardzo chcę zasnąć.... jeśli to się zacznie powtarzać, to będzie źle... mam nadzieję, że nie będzie....
przynajmniej dzisiaj byłem na najlepszej randce świata. Nie w moim ulubionym, tylko nowym miejscu ale z ukochaną osobą. W dobrej atmosferze. Szcześliwy że żyję. Idę spróbować znowu zasnąć, może przed świtem się uda. Trzymajcie się ludzie. I pamiętajcie- odpowiednia ilość snu to podstawa zdrowia... kurwa jego mać
Leżę w łóżku od 3 godzin. Głowa mnie napierdala. Nie umiem zasnąć, kręcę się z boku na bok, przez świadomość przelewa mi się jakieś miliard myśli na sekundę, za chwile mama wstaje do pracy... jest 4 nad ranem... dziękuję losowi że zajęcia mam dopiero na 18.30
tylko jak ja się wytłumaczę Angel...? pomyśli pewnie, że znowu grałem do samego rana... ja tylko chcę zasnąć, tak bardzo chcę zasnąć.... jeśli to się zacznie powtarzać, to będzie źle... mam nadzieję, że nie będzie....
przynajmniej dzisiaj byłem na najlepszej randce świata. Nie w moim ulubionym, tylko nowym miejscu ale z ukochaną osobą. W dobrej atmosferze. Szcześliwy że żyję. Idę spróbować znowu zasnąć, może przed świtem się uda. Trzymajcie się ludzie. I pamiętajcie- odpowiednia ilość snu to podstawa zdrowia... kurwa jego mać
wtorek, 7 lutego 2017
cytat
Czuje sie paskudnie i nie mam siły nawet opisywać co się we mnie dzieje teraz.
Ale zostawiam tutaj to, autora nieznanego.
"Niektórzy mężczyźni sprawiają że kobiety płaczą, inni że nie śpią po nocach. Są też tacy, którzy sprawiają, że kobiety nie mogą przestać się uśmiechać - to są Ci właściwi."
Ale zostawiam tutaj to, autora nieznanego.
"Niektórzy mężczyźni sprawiają że kobiety płaczą, inni że nie śpią po nocach. Są też tacy, którzy sprawiają, że kobiety nie mogą przestać się uśmiechać - to są Ci właściwi."
piątek, 3 lutego 2017
Some stuff
Księga Duszy... Znów to zrobiłem, otwarłem ją i zacząłem czytać. Na początku wszystko było cudownie, kolorowo, świeciło się. Podobalo mi się to miejsce. Ale potem zrobiło się ciemno, cicho i przeraźliwie zimno... Ale czytałem dalej, nie mogłem przestać... Poczułem jak wielkie krople spływają mi po twarzy... Ale nie mogę przestać, czytam dalej... Nagle... Urwało się... Koniec rozdziału... Co? Dlaczego? Ah, no tak... To wciąż powstaje, jest nieukończone. Zamknąłem ją... Poczekam na kolejny rozdział... Może będzie lepszy? Ta dusza jest piękna... Ale cierpi takie rzeczy, których nie zesłałbym na najgorszych wrogów....Gdybym tylko mógł coś zrobić.... Ale nie mogę. Poczekam na kolejny rozdział.
A teraz historyjka:
Chłopczyku masz jakieś marzenie?
Tak, chcę być znany.
A znany z czego?
Nie wiem, chcę być znany... W ogóle kto to jest Znany?
Słyszałem, że kiedyś Znany był z kompletnych improwizacji nie na temat, nawet w ogóle bez tematu. Po prostu tworzył coś z niczego, był jak w amoku. A potem o nim napisali, raz, drugi. Później on sam o sobie napisał. Dzięki nim, albo przez nich, nie pamiętam już. w każdym razie wypromowali go. A on dalej improwizowal, gdzie popadnie, jak popadnie. Ludzie się śmiali. Ale nie z niego, tylko z nim. Bawiły ich te jego improwizacje. W końcu Znany był z kompletnych improwizacji nie na temat wystąpił w końcu na dużej scenie. Wystąpił i zgarnął nie ziemskie, tylko kosmiczne brawa. Zgarnął je i poleciał z nimi do domu na napędzie odrzutowym po wczorajszej fasolowej z chlebem. Całe miasto poczuło, że leci. Co zrobił z tymi brawami? Nikt nie wie, chociaż legendy głoszą, że sprzedał na Alledrogo po całkiem ziemskich cenach. Potem poszedł improwizować dalej. Ktoś kiedyś stwierdził, że z jakimś tam Kondziem poszedł w szranki w improwizacji, ale ten drugi miał rozpisane wszystko w scenariuszu i tym nieuczciwym sposobem wygrał wszystko i trafił do jakiejś znienawidzonej przez nowożytnych książki. Karma dziwko. No i potem poszedłem... Ekhm, Znany był z kompletnych improwizacji nie na temat poszedł do baru z kumplami. po drugim piwie tak mu się język rozwiązał, że sam Eminem musiał przyjechać go obczaić i zbić z nim piątkę. Too sie nazywa szacun na dzielni, jeśli biały murzyn cię szanuje.
-No dobrze, ale znany z czego?
-Nie wiem synku....
Koniec historii o ZnanymByłZkomletnychimprowizacjinienatemat.
Dobranoc szary świecie. Idę poszaleć na amerykańskich drogach i coś zjeść.
A teraz historyjka:
Chłopczyku masz jakieś marzenie?
Tak, chcę być znany.
A znany z czego?
Nie wiem, chcę być znany... W ogóle kto to jest Znany?
Słyszałem, że kiedyś Znany był z kompletnych improwizacji nie na temat, nawet w ogóle bez tematu. Po prostu tworzył coś z niczego, był jak w amoku. A potem o nim napisali, raz, drugi. Później on sam o sobie napisał. Dzięki nim, albo przez nich, nie pamiętam już. w każdym razie wypromowali go. A on dalej improwizowal, gdzie popadnie, jak popadnie. Ludzie się śmiali. Ale nie z niego, tylko z nim. Bawiły ich te jego improwizacje. W końcu Znany był z kompletnych improwizacji nie na temat wystąpił w końcu na dużej scenie. Wystąpił i zgarnął nie ziemskie, tylko kosmiczne brawa. Zgarnął je i poleciał z nimi do domu na napędzie odrzutowym po wczorajszej fasolowej z chlebem. Całe miasto poczuło, że leci. Co zrobił z tymi brawami? Nikt nie wie, chociaż legendy głoszą, że sprzedał na Alledrogo po całkiem ziemskich cenach. Potem poszedł improwizować dalej. Ktoś kiedyś stwierdził, że z jakimś tam Kondziem poszedł w szranki w improwizacji, ale ten drugi miał rozpisane wszystko w scenariuszu i tym nieuczciwym sposobem wygrał wszystko i trafił do jakiejś znienawidzonej przez nowożytnych książki. Karma dziwko. No i potem poszedłem... Ekhm, Znany był z kompletnych improwizacji nie na temat poszedł do baru z kumplami. po drugim piwie tak mu się język rozwiązał, że sam Eminem musiał przyjechać go obczaić i zbić z nim piątkę. Too sie nazywa szacun na dzielni, jeśli biały murzyn cię szanuje.
-No dobrze, ale znany z czego?
-Nie wiem synku....
Koniec historii o ZnanymByłZkomletnychimprowizacjinienatemat.
Dobranoc szary świecie. Idę poszaleć na amerykańskich drogach i coś zjeść.
czwartek, 26 stycznia 2017
niedziela, 22 stycznia 2017
Pamiętaj....
"Pamiętaj, kiedy znów zdziczeję, odrzyj mnie z wichrów i ugłaskaj."
Gdyby nie ty, nie wiem kim bym teraz był... Ale za żadne skarby nie chciałbym tego sprawdzić.
piątek, 20 stycznia 2017
Siedzę..
Siedzę, popijam magiczny napój produkcji mojej śp. Babci, jako że w sumie zaczął się dzień babci chwile temu... Jest.... Nieźle... Dzisiaj wyżyłem się artystycznie na ćwiczeniówce, wyszedłem stamtąd z bananem na ryju potężnym :D
Ale z drugiej strony ... Ostatnio znowu strasznie łatwo się denerwuję... Jak zwykle nigdzie na zewnątrz tego nie widać, albo prawie nie widać, ale wkurwiają mnie dosłownie takie pierdoły, że szok....
Ehhh, trzeba znowu znaleźć sposób na wewnętrzny spokój i niewzruszenie... przynajmniej częściowo... bo zacznę być szkodliwy dla środowiska... i po co to komu.... ja chcę być tylko dobrym człowiekiem... niech mnie ch*j...
swoją drogą jak to się stało, że ja, człowiek Oaza Spokoju, potrafie dostawać do głowy na samo wspomnienie o jednej osobie? Dlaczego to tak bardzo na mnie oddziałuje.... z całego życia na wyjebce doszło do czegoś takiego... że pojawiły się już 2 osoby, o których jak slyszę to mnie chuj strzela.... kurwa... nie wypiłem nawet jednego kieliszka aroniówki, a już czuje że mi ciśnienie skacze... musze sie uspokoić
musze sie wyspać
potrzebuje bliskości... ciepła... potrzebuję cholernej "bańki spokoju" bo eksploduje....
Ale z drugiej strony ... Ostatnio znowu strasznie łatwo się denerwuję... Jak zwykle nigdzie na zewnątrz tego nie widać, albo prawie nie widać, ale wkurwiają mnie dosłownie takie pierdoły, że szok....
Ehhh, trzeba znowu znaleźć sposób na wewnętrzny spokój i niewzruszenie... przynajmniej częściowo... bo zacznę być szkodliwy dla środowiska... i po co to komu.... ja chcę być tylko dobrym człowiekiem... niech mnie ch*j...
swoją drogą jak to się stało, że ja, człowiek Oaza Spokoju, potrafie dostawać do głowy na samo wspomnienie o jednej osobie? Dlaczego to tak bardzo na mnie oddziałuje.... z całego życia na wyjebce doszło do czegoś takiego... że pojawiły się już 2 osoby, o których jak slyszę to mnie chuj strzela.... kurwa... nie wypiłem nawet jednego kieliszka aroniówki, a już czuje że mi ciśnienie skacze... musze sie uspokoić
musze sie wyspać
potrzebuje bliskości... ciepła... potrzebuję cholernej "bańki spokoju" bo eksploduje....
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Stało się
Przyjaciel, czy wróg? Pomoc, czy element zawadzający?
Dzisiaj dowiedziałem się, że można żyć w symbiozie ze swoimi demonami i to współżycie wcale nie musi być katorgą... Obie strony mogą na tym skorzystać jeśli tylko odpowiednio się dogadają... Dzisiejszy dzień mogę uznać za 100% udany ponieważ konczę go z uśmiechem i bez wyrzutów sumienia bo nikomu krzywdy nie wyrządziłem... a nauczyłem się rozmawiać ze swoim ''alter ego''... dostał nawet fajne imię i to nie ode mnie... mili państwo - oto Rebel. Rebel jest chujem. W sensie nie że penisem, tylko takim wkurwiającym chujem. -Dzięki cwelu! Ty ty uważaj, bo jak ci te twoją owieczke nie tak kiedyś obróce to będziesz beczał przez następną dekadę. - Dobra dobra, morda ziomuś, najadłeś sie to do spania.
No, i tak oto Rebel stał się kimś w rodzaju towarzysza a nie tylko wiecznej chęci... nie powiem czego...
A teraz kończę tego posta, ide obejrzeć troche strumyka i idę się wyspać. Pierwszy raz od miesiąca. Ejmen.
ps. Kocham cię. Najbardziej na świecie
Dzisiaj dowiedziałem się, że można żyć w symbiozie ze swoimi demonami i to współżycie wcale nie musi być katorgą... Obie strony mogą na tym skorzystać jeśli tylko odpowiednio się dogadają... Dzisiejszy dzień mogę uznać za 100% udany ponieważ konczę go z uśmiechem i bez wyrzutów sumienia bo nikomu krzywdy nie wyrządziłem... a nauczyłem się rozmawiać ze swoim ''alter ego''... dostał nawet fajne imię i to nie ode mnie... mili państwo - oto Rebel. Rebel jest chujem. W sensie nie że penisem, tylko takim wkurwiającym chujem. -Dzięki cwelu! Ty ty uważaj, bo jak ci te twoją owieczke nie tak kiedyś obróce to będziesz beczał przez następną dekadę. - Dobra dobra, morda ziomuś, najadłeś sie to do spania.
No, i tak oto Rebel stał się kimś w rodzaju towarzysza a nie tylko wiecznej chęci... nie powiem czego...
A teraz kończę tego posta, ide obejrzeć troche strumyka i idę się wyspać. Pierwszy raz od miesiąca. Ejmen.
ps. Kocham cię. Najbardziej na świecie
sobota, 7 stycznia 2017
Czas Enigmy
Całą niedzielę będę musiał spędzić z kartką, długopisem i dużą ilością kurew sypanych jeśli coś pójdzie nie tak. It's time to make up some code.
wtorek, 3 stycznia 2017
2017
Od tygodnia chodzę w stresie, od paru nocy mam koszmary.... Tak, zdecydowanie początek tego roku jest zwiastunem samych pozytywnych rzeczy x.x
Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie dużo lepszy niż poprzednie i rozwieje wszystko ku dobremu.... Jeśli nie... To sam nie wiem co zrobię.
"(...)You found me in the cold, now I am
Wrapped within the warmth of your touch
There's never a moment that I'd let slip by, in your eyes
Are we growing old day and day?
Am I melting in the rays of this love?
Never ever gonna let you go
Don't let go.
(...)
Slow it down, now
I cannot remember
Why I let them chew on my brain
They've come and left this town
In smouldering embers
But my gift will die in your eye (...)"
Nie pozwólmy mu umrzeć...
Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie dużo lepszy niż poprzednie i rozwieje wszystko ku dobremu.... Jeśli nie... To sam nie wiem co zrobię.
"(...)You found me in the cold, now I am
Wrapped within the warmth of your touch
There's never a moment that I'd let slip by, in your eyes
Are we growing old day and day?
Am I melting in the rays of this love?
Never ever gonna let you go
Don't let go.
(...)
Slow it down, now
I cannot remember
Why I let them chew on my brain
They've come and left this town
In smouldering embers
But my gift will die in your eye (...)"
Nie pozwólmy mu umrzeć...
niedziela, 1 stycznia 2017
Error 404
Miałem już dzisiaj nie włączać kompa. Miałem ogarnąć się, poczytać książkę i iść spać o normalnej porze bo jutro pierwsze szkolenia...
Ale nie mogę. Muszę bo jak nie uwolnię myśli to nie zasnę.
Zastanawiam się, czy to ze mną coś jest nie tak... Czy znowu tylko ja tak mam?
Wczorajszy dzień był spoko. "Impreza" and shit... Dzisiaj.... Przeegzystowałem. Apogeum nastąpiło kiedy wyszedłem od kumpla i nagle mój mózg przestał mieć pod ręką zapychacze myśli uwagi i czasu.... Dotarło do mnie dlaczego cały dzień nie odczuwałem głodu... Dostałem taką falą apatii, poczucia pustki i tęsknoty, że dobre 10 minut stałem pod domem i przygotowywałem się do wejścia, żeby nikt niczego nie zauważył i nie zadawał niepotrzebnych pytał. Bo co ja bym im powiedział? Że sylwester się nie udał? Przecież się udał...
Dlaczego tak jest, że rzeczy które z pozoru nie powinny mi w ogóle robić różnicy, ot, jeden dzień bez rozmów, kontaktu, mnie doprowadzają do stanu gdzie nie umiem trzeźwo myśleć, w pełni sprawnie funkcjonować? (tak, ten post jest chyba jedynym postem którego treść w głowie kołatała mi się przez dobre 6 godzin... fajnie nie? Chodzisz i myślisz że musisz coś napisać bo cie ch*j strzeli).
Dlaczego nie mogę przestać ciągle się zastanawiać pytaniami z języka polskiego, z zakresu gramatyki? "Co robi? Co się z nią dzieje?' Albo psychologii "Jak się czuje? Czy jest w humorze?". To już nawet nie jest jakaś tam panika, o której nadużywanie byłem wielokrotnie posądzany... To jest poprostu ściskające żołądek poczucie cholernego osamotnienia... Tak jakby nagle cała reszta ludzkości nie istniała i nie miała żadnego znaczenia, poza tym jednym, jedynym istnieniem, które akurat jest poza zasięgiem....
Nie wiem.... Nie umiem sobie tego wyjaśnić, widzę tylko, że odczuwam efekty...
Potrzebuję popołudnia... Dobrego popołudnia, nie w biegu, nie w pośpiechu nie z ciągłym zaprzątaniem sobie głowy czymkolwiek innym.... Inaczej chyba zwariuję... Nie tak wyobrażałem sobie początek 2017 roku...
Tak teraz czytam to co napisałem.... I kolejne pytanie pojawia mi się w głowie... Dlaczego "posty same się piszą" tylko jak jestem pod wpływem skrajnych emocji? Czy to pozytywnych czy negatywnych? Dlaczego muszę doprowadzać swoje serce do stanu przedzawałowego (z premedytacją czy mimochodem) żeby powstało coś kapkę bardziej "ambitnego" od codziennego gówna które normalnie tu postuję? CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?
A teraz dla was - żeby ten nowy rok był lepszy od poprzedniego i obfitował w same pozytywy... Wszystkiego dobrego.
_________________________________________________________________________________________
Parafrazując pewnego polskiego, dość znanego pisarza:
"Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Jak się dziś czujesz, co robisz kochanie?
Ale nie mogę. Muszę bo jak nie uwolnię myśli to nie zasnę.
Zastanawiam się, czy to ze mną coś jest nie tak... Czy znowu tylko ja tak mam?
Wczorajszy dzień był spoko. "Impreza" and shit... Dzisiaj.... Przeegzystowałem. Apogeum nastąpiło kiedy wyszedłem od kumpla i nagle mój mózg przestał mieć pod ręką zapychacze myśli uwagi i czasu.... Dotarło do mnie dlaczego cały dzień nie odczuwałem głodu... Dostałem taką falą apatii, poczucia pustki i tęsknoty, że dobre 10 minut stałem pod domem i przygotowywałem się do wejścia, żeby nikt niczego nie zauważył i nie zadawał niepotrzebnych pytał. Bo co ja bym im powiedział? Że sylwester się nie udał? Przecież się udał...
Dlaczego tak jest, że rzeczy które z pozoru nie powinny mi w ogóle robić różnicy, ot, jeden dzień bez rozmów, kontaktu, mnie doprowadzają do stanu gdzie nie umiem trzeźwo myśleć, w pełni sprawnie funkcjonować? (tak, ten post jest chyba jedynym postem którego treść w głowie kołatała mi się przez dobre 6 godzin... fajnie nie? Chodzisz i myślisz że musisz coś napisać bo cie ch*j strzeli).
Dlaczego nie mogę przestać ciągle się zastanawiać pytaniami z języka polskiego, z zakresu gramatyki? "Co robi? Co się z nią dzieje?' Albo psychologii "Jak się czuje? Czy jest w humorze?". To już nawet nie jest jakaś tam panika, o której nadużywanie byłem wielokrotnie posądzany... To jest poprostu ściskające żołądek poczucie cholernego osamotnienia... Tak jakby nagle cała reszta ludzkości nie istniała i nie miała żadnego znaczenia, poza tym jednym, jedynym istnieniem, które akurat jest poza zasięgiem....
Nie wiem.... Nie umiem sobie tego wyjaśnić, widzę tylko, że odczuwam efekty...
Potrzebuję popołudnia... Dobrego popołudnia, nie w biegu, nie w pośpiechu nie z ciągłym zaprzątaniem sobie głowy czymkolwiek innym.... Inaczej chyba zwariuję... Nie tak wyobrażałem sobie początek 2017 roku...
Tak teraz czytam to co napisałem.... I kolejne pytanie pojawia mi się w głowie... Dlaczego "posty same się piszą" tylko jak jestem pod wpływem skrajnych emocji? Czy to pozytywnych czy negatywnych? Dlaczego muszę doprowadzać swoje serce do stanu przedzawałowego (z premedytacją czy mimochodem) żeby powstało coś kapkę bardziej "ambitnego" od codziennego gówna które normalnie tu postuję? CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?
A teraz dla was - żeby ten nowy rok był lepszy od poprzedniego i obfitował w same pozytywy... Wszystkiego dobrego.
_________________________________________________________________________________________
Parafrazując pewnego polskiego, dość znanego pisarza:
"Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Jak się dziś czujesz, co robisz kochanie?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


